niedziela, 29 grudnia 2013

Urodziny

Dziś ważny dzień- urodziny mojej mamy ♥ Chyba wspominałam już gdzieś że jest najwspanialszą kobietą na świecie. Nie wyobrażam sobie jej lepszej, nie da się po prostu. Gdy dowiedziałam się o swojej ciąży w głowie miałam jedną myśl- chce być taka jak ona. No i czytamy bajki, wygłupiamy się, staram się chociaż w części dorównać do jej ideału, choć wymaga to nie lada pracy i determinacji.
Znam ją doskonale i wiem co cieszy moją mamę bardziej, a co mniej. Dla niej największą wartość mają prezenty hand made, bo przecież iść kupić róże to żadna filozofia. Realizację swojej małej niespodzianki zaczęłam już jakiś czas temu- odcinałam guziki i inne ozdobniki od za małych ubranek Sus (oczko w głowie babci). Wczoraj wieczorem zebrałam to wszystko i stworzyłam zawieszkę do telefonu/breloczek właśnie z guziczków, kokardek i wstążek.Może nie jest to wykonane w sposób przecudowny, po prostu jest estetycznie. Ja wiem, że dla niej liczy się sam fakt.. teraz będzie miała nas zawsze blisko. Radość była tak wielka, że aż się moja kochana popłakała. Ciesze się, że potrafię zrobić coś co ją tak ucieszy, w końcu to dzięki niej jestem taka. Wspiera mnie we wszystkim i jest najwspanialszą mamą jaką można sobie wymarzyć ♥

sobota, 28 grudnia 2013

Herbatkowy ranking

Znowu impuls, przez Was! Weszłam dziś wieczorem jak co dzień, przejrzeć co i jak na wszelkich stronach które lubię- fejs, forum, no i blog oczywiście. Dosłownie otworzyłam buzię ze zdziwienia. Skąd się Was tak raptem tutaj dużo wzięło?! Miło mi niezmiernie, że trafiam w Wasze gusta.
I aby nie było tylko o moim zaskoczeniu, ponieważ nie o nim tu piszę tylko o codziennościach-tak krótko o przeglądzie herbat na te zimne wieczory. No, bo cóż może być lepszego niż kubek tego gorącego napoju w momencie gdy za oknem niczym wściekły ogier hula wiatrzysko, niosąc na swoim grzbiecie liście albo co gorsza, płatki śniegu.
Tak. Nienawidzę zimy, generalnie zimna. Ta nieprzyjemna część roku jest dla mnie prawdziwą zmorą. Dlatego staram się zapomnieć o ty popijają herbatki. Wśród tych zwykłych, które też lubię- w szczególności z plasterkiem cytryny, muszę mieć na stanie chociaż jedną smakową. A że u mnie na jednym kubku się nie kończy, przez kilka lat ekscytacji tym napojem nazbierałam różne swoich ulubieńców. Przedstawie Wam więc moją czołówkę :)
Gustuje w herbatkach które nie smakują tylko aromatem ale gdzie naprawdę czuć smak prezentowany przez producenta na opakowaniu. Bezdyskusyjnym numerem jeden jest rossmanowska King's Crown śmietankowo- truskawkowa. Smakuje niesamowicie- pierwsze silne skojarzenie to lizaki chupa-chup's (czy jak to się tam piszę..). Nie jest bardzo droga- w granicach 5 zł za 25 torebeczek. Inne ich smaki..? Piłam też bananowo-..jakąś, również smaczna ale widać na kolana nie powalała, bo drugi raz nie kupiłam. 'Sernikowa' oszukana w moim odczuciu, więcej trzeba sobie wyobrazić, bo jakoś żadnego ciasta znaleźć w smaku tam nie potrafiłam.
Kolejnymi pysznościami są herbaty z Teekane 'Magic Moments' i 'Fruit love'. Co mogę o nich powiedziec? Pierwsza ma dokładnie te świąteczne smaki, cudowne cynamonowo, korzenne. No dla mnie idealnie wpisują się w atmosferę obecna pośród pieczonych pierników i makowców. Druga zaskoczyła mnie silnym waniliowym posmakiem. Bardzo pozytywnie. Cena nieco wyższa- ok 6zł za 20 torebek ale myślę, że jak spróbujecie nie pożałujecie.
Ostatnim moim typem- bardziej aromatycznym niż smakowym jest nówka sztuka, z tego roku- Lipton Wanilia Karmel w torebkach piramidkach (zakłaciłam za nią 7zł/ 20szt w Auchan). Pachnie na prawdę nieziemsko, w smaku gorzka jak na czarną herbatę przystało. Posmak aromatów zostaje gdzieś na podniebieniu, nie jest taki narzucający się. Godna polecenia, chociaż ze względu na cenę nie wiem, czy skuszę się na nią po raz kolejny.
Mam nadzieję, że skorzystacie na moim doświadczeniu i posmakują Wam ulubieńcy. Zatem miłej herbatki i do następnego posta :)

Klocki

Sus dostała na gwiazdkę wielką torbę kloców. Są duże (wszystko co ostre- drzewka, płotki, małe- kołeczka, pozabierałam), kolorowe i zainteresowanie jest ogromne.Dzień rozpoczyna się od sukcesywnego opróżniania torby, po jednym, po jednym i do wieczora na dnie zostaje tylko kilka, a reszta wala się po podłodze czekając na chwilę nieuwagi by zaatakować bezbronną stopę. Najgorsze są te szare. Na pstrokatym dywanie wcale ich nie widać. Lepiej to wygląda z czerwonymi, żółtymi itp. chociaż i one czekają na naszą nieuwagę.Okropne są 'budy' od samochodzików. Płaskie z wieloma kantami. Nawet jak się w takiego klocka kopnie to nie daje za wygraną. Zapiera się w dywanie i kiedyś prawie się przez niego przewróciłam. Przez głupiego klocka!
Niestety muszę się pogodzić z faktem ich wszechobecności i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że w przyszłości Sus nie będzie ich tak rozwalała po całym pokoju.

piątek, 27 grudnia 2013

Święta, święta i po świętach

Tak właśnie mówi stare porzekadło. Biesiadowaliśmy przed 3 dni a teraz trzeba wrócic do codzienności. Z ulgą tą informację przyjmą moje oczy, które w te świąteczne dni były nieco męczone mocnym makijażem. Czuje, że są nie takie jakie powinny.
Kiedy zakładałam bloga myślałam sobie 'ile to tematów mam w głowie'. Teraz czuje się taka pusta. Nie mam pomysłu akurat na dzisiejszy post. Kilka gotowców już mam napisanych w przypadku braku wolnego czasu.Nie mniej teraz, mają luźniejszą chwilkę staram się stworzyc coś nowego. Właśnie dobre słowo 'staram'. bo jakoś pod górkę idzie.
Jeszcze dwa tygodnie i zacznę znosić świetlówki z garażu do doświetlania rozsad. I znów na parapecie będzie busz.. Nie lubię jak mam gdzieś tłok. Na meblach ustawione jak najmniej, bo im więcej stoi dupereli tym mocniej mnie denerwują. Najlepiej gdyby mogła tam być tylko świeczka czy zdjęcie. To samo z parapetami. A na wiosnę u mnie doniczka na doniczce stoi i to jest okropne.
Nie wiem skąd się ten minimalizm u mnie wziął biorąc pod uwagę, że jako dzieciak miałam całe półki pozastawiane porcelanowymi figurkami zwierząt i raz w tygodniu cierpliwie wszystkie wycierałam od kurzu. Teraz byłyby za oknem.

czwartek, 26 grudnia 2013

Moje święta

Aby równowaga była to trzeba coś przyjemnego i lekkiego dodać dla równowagi z wczorajszym postem. Chce pokazać jakie są moje święta, nie mam pokoju zaćpanego dekoracjami, jedynie stoi choinka. I to malutka z resztą.

Nie ubieram jej jakoś standardowo. Dużo na niej szyszek, prezencików. Zamiast łańcucha są takie plastikowe loczki. Bombek mamy mało i jest w tym jakiś urok.












Jeśli chodzi o moją świąteczną stylizację to przezentuje się ona następująco:





 Co Wy na to? Przy okazji życzę miłej dalszej części Świąt :)








środa, 25 grudnia 2013

Bo Ciebie kocham bardziej

Dziś tak troszkę ciężki temat. Długo zastawiałam się czy powinnam o tym pisać ale jest to sprawa na tyle ważna, że myślę warto o niej wspomnieć. Mianowicie chodzi o faworyzację członków rodziny i wszelkiego typu niesnaski rodzinne. Czemu akurat poruszam tą kwestię w święta? Bo teraz widac to ewidentnie, przez cały rok chowa się gdzieś jak wąż w zaroślach, by w dniach tak wspaniałych jak ten dzisiejszy wypełznąc i ukąsic niczym wściekła źmija.
Jestem jedna. Zawsze pragnęłam mieć siostrę, która doradzi w zakupach, wysłucha rozterek sercowych, pomoże się ubrać na pierwszą randkę. Od biedy mógł by być też brat, obroniłby przed złośliwymi zaczepkami czy pograł w piłkę. Długi czas tkwiłam w przekonaniu, że rodzeństwo to coś wspaniałego i  z zazdrością patrzyłam na znajomych, kuzynostwo obdarowanych tym dobrodziejstwem. Nie rozumiałam jak mogą się kłócić o bluzkę, czy wypity sok. Przecież to tak przyziemne. Takie błahe problemy, a korzyści co nie miara. No bo któż inny jak nie oni mogliby się solidaryzować w 'nienawiści' dla rodziców w akcie młodzieńczego buntu? I po prostu by byli.. no kto?! Niestety (a może właśnie stety) to życie, a nie my piszę scenariusze i ani brat ani siostra widać pisani mi nie byli. Teraz już dorosłam, mam własną małą rodzinę. I wraz z wiekiem nalało mi się troszkę oleju do głowy, zaczęłam brać udział w sytuacjach i gierkach o których wcześniej nie miałam pojęcia. Kiedy człowiek doświadcza różnych przeżyć, sam musi zacząć analizować swoje postępowanie, wydatki- wyciąga wnioski. Dorosłe życie po prostu. I czasem te rozmyślania są o tyle szokujące, że nigdy ale to nigdy, nie podejrzewałby, że może tak myśleć.Tak jest i ze mną.
Po pierwsze- bardzo kocham rodziców, a moja mama jest najcudowniejszą kobietą na świecie. Mogę im dziękowac za wiele- za to jak mnie wychowali, jakich wartości nauczyli, a przede wszystkim, że nie dali mi rodzeństwa. Naprawdę.
Po kolejne- nigdy nie myślałam, że tak sympatyczne osoby jak Pani S. mogą być tak zakłamane i fałszywe.
Osobom starszym należy się szczególny szacunek- tak zawsze uczyła mnie mama. One dużo przeżyły i niejedno w życiu widziały- chociażby właśnie za tą życiową mądrość. Kiedyś każdy z nas podupadnie na zdrowiu, ręka nie będzie chciała złapać tak precyzyjnie jak dawniej, głowa nie będzie już analizować wszystkiego z taką prędkością i szczegółowością jak kiedyś. To normalne- prawa wieku. Ale nie rozumiem jak można wysługiwac się taką osobą do własnych gierek. Przecież to chore i nieuczciwe. Jak można coś wmawiac, przekręcac? I to tylko by poprawic swoją chyba niską samoocenę. Kosztem czego? Kłótni rodzinnych, ranienia rodzeństwa i wszystkich w koło, którzy mają z tą sytuacją coś wspólnego? Myśle, że niektórzy chcieli by wszystko. Są zachłani na pieniądze, znajomych, uczucia najbliższych. I o co w tym chodzi? Czy naprawdę warto tak dużo poświęcac i krzywdzic innych? W imię czego? Zdania 'Bo ciebie kocham bardziej'? Nie rozumiem tego, jak można byc takim potworem, bo wymagac rozgraniczania miłości i wymazania z serca własnych dzieci.
Mam nadzieję, że nie doświadczyliście takich sytuacji. I na prawdę dziękuję mamo za fakt, iż jestem jedna.

wtorek, 24 grudnia 2013

Wigilijnie

Dziś dzień ważny, dla dzieci chyba na równi z 1 czerwca- najważniejszy. Nie mogę doczekac się popołudnia gdy wszyscy zaczniemy ucztę przy rodzinnym stole. Dla naszego najmniejszego członka familii będzie to pierwsza Gwiazdka w życiu. Pora zapomnieć o drobnych sprzeczkach i większych konfliktach. To czas by każdy mógł się przytulic i uśmiechnąć ciepło do drugiej osoby.Tak jest u mnie, więc i tego spokoju i czystej radości i Wam, moi drodzy życzę. Ponad to chciałabym Wam wszystkim złożyć życzenia- samych radości i uśmiechów każdego dnia. Niech otaczają Was ludzie serdeczni i szczerzy, bo tylko tacy zasługują na miłość i szacunek. Paście się do syta na pełnym wigilijnych potraw stole. Po prostu- Wesołych świąt :)


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Obserwacja za odbserwację?

Moi drodzy. Pewnie tym postem podpiszę na siebie wyrok śmierci w blogowym światku, nie mniej proszę nie piszcie takich komentarzy. Po prostu zostawcie linka. Dla mnie subowanie albo obserwowanie kogoś jest na zasadzie, że mi się bardzo podoba czyjś blog. Nie chce i nie mam zamiaru kogoś obserwować tylko dlatego, żebym czuła się 'fejm'. Obserwuje, bo mam ochotę. Nie na wymianę. Tak samo w drugą stronę. Nie wiem jak mogłabym wymagać od kogoś żeby zaczął obserwować mojego bloga tylko dlatego, że ja obserwuje jego.
Życzę miłej lektury mojego bloga, z przyjemności, nie z musu.
Dziś zaglądam tylko na chwilkę, bo przytłoczył mnie wir świątecznych przygotowań. I o ile większość mam już porobioną to część jest jeszcze w powijakach. Mam tu na myśli głównie ciasta. Każde Boże Narodzenie w mojej małej rodzinie witamy keksem. Nie makowcem- chociaż go uwielbiam, nie drożdżowym tylko właśnie takim ucieranym. Tradycja dość młoda, bo dwuletnia ale czuję że już się zakorzeniła na tyle, że zostanie z nami na wiele Gwiazdek.
Jaki jest mój keks? Bardzo bakaliowy, słodki, przepuszysty. Ma też jedną magiczną cechę- pokrojony na kawałki i postawiony na stole, znika w tajemniczych okolicznościach. Przepis nie jest mój, nadal za słaby kucharz/ cukiernik jestem by tworzyc sama proporcje. Recepturę wygrzebałam w starej książce (przynajmniej z mojej perspetywy, od małej dziewczynki pamiętam ją na tej czy innej półce) Olgi Klikowicz ' Goście przy rodzinnym stole' . Oto cały sekret idealnego keksa

Składniki: 400g mąki tortowej, 300g cukru, 8 jajek,200g masła lub margaryny, 400g bakalii, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 2 zapachy waniliowe

Zawsze robię tylko z orzechami włoskimi, które kruszę na drobniejsze i rodzynkami. Całość należy sparzyć i obsypać mąką- wtedy bakalie nie będą opadać w cieście.

Oddzielić białka od żółtek. Masło otrzeć, dodać cukier i żółtka, nadal ucierać. Ubić pianę z białek. Do utartych żółtek dodać bakalie i zapach. Mąkę zmieszać z proszkiem do pieczenia i przesiać, dodawać do masy żółtkowej na przemian z ubitą pianą. Wymieszać i wyłożyć ciasto do wysmarowanych keksówek. Piec ok 40-60min.

Zamiast zapachów dodaję po prostu 2 małe opakowania cukru wanilinowego, ponieważ zawsze mam go pod dostatkiem, aromaty już niekoniecznie. I tu ważne- jeżeli dodaje np 4 łyżki cukru w. to odejmuje również 4 łyżki od 300g tego zwykłego. No piec niestety trzeba na oko. Temperatura jakiej ja używam to 180 stopni. Pomocny będzie z pewnością drewniany patyczek. Jednak najistotniejsze żeby ciasto wyszło jest to, by długo ubijać białka i żółtka. Od tego zależy jego puszystość.
Zostaje tylko życzyć smacznego

niedziela, 22 grudnia 2013

Na początku tego dnia pisałam, że nie kroi się nic ciekawego. Nic bardziej mylnego. Nigdy nie powiedziałabym, że po dwóch postach ktoś napiszę mi jakikolwiek komentarz. Więc jednak ktoś to czyta?! :)
W odpowiedzi na to co mile przeczytałam postanowiłam napisać kilka zdań. Nie wiecie tego o mnie, bo i skąd, jestem zapaloną ogrodniczką. Kocham zieleń, nie trawnik i tuje (bo dla mnie to jest bezrobocie) tylko ogrody. Pasjonuje się tym właściwie od dzieciaka, już jako mała dziewczynka miałam swój kawałek na którym sadziłam aksamitki, grodziłam skalniaki.. Przerodziło się to zafascynowanie w poważną obsesję i nie ma miesiąca w którym nie robiłabym coś w kierunku ogrodu. W styczniu biorę się za pierwsze siewy. Marzę o tym by kiedyś pracować w tej branży, nawet jako sprzedawca w punkcie ogrodniczym. Wiem, że między kwiatami jest moje miejsce. Czy to się spełni? Mam nadzieję, w sumie całe życie jeszcze przede mną.
Z rewelacji dnia obecnego dodam jeszcze, że moja mała Suzi przerzuciła się na białą kiełbasę. Tonami, tylko dać. Chyba generalnie takie małe dziecko nie powinno jej jeść?

Chce dla Was pisać. Pragnę by mój blog mimo młodego wieku, rozwijał się, dawał Wam radość i niejako możliwość w pewnym sensie uczestniczenia w moim życiu.
Dzisiejszy dzień niczym raczej nie zaskakuje. Siedzę teraz z kubkiem kawy i piszę sobie to co mam do powiedzenia. Nawet nie chce mi się patrzec na ogród, który mam za oknem. Jest taki ponury i smutny, że niczym pozytywnym by mnie nie nastroił. Mam chociaż już ubraną choinkę te kolory troszkę dodają energii.
Kolejny raz chwilę spokoju 'kupiłam' oddaniem swojego telefonu w ręce małego sabotażysty. Choć i ta cisza nie potrwa wiecznie.
W chwili wolnego czasu udało mi się przewertować strony naszych polskich szkółek ogrodniczych. I ku mojej wielkiej radości dorosłam do takiego etapu, gdzie zrobiłam listę do 150zł i potrafiłam sobie powiedzieć dość. Wybrałam kilka perełek- tego co mi się marzy już dłuższy czas. Przestałam inwestować w rośliny, które u mnie wegetują albo giną po zimie. Sporo przy nich chodzenia, a przynoszą tylko rozczarowania. Trzymam się zasady- stare i nasze. Wyjaśniając szybko albo to co rosło w babcinych ogrodach (dzielżany, łubiny) albo krajowe rośliny stuningowane przez szkółkarzy (jasnoty, krwawniki, bzy czarne). Jak na razie się sprawdza. Bo teraz mam kiedy chodzić przy roślinach ale co będzie za rok, dwa, pięć? I chciałabym za te kilka lat pochwalić się swoim ogrodem, bo to co mam zawdzięczam tylko i wyłącznie swojej pracy i pomysłowi.

sobota, 21 grudnia 2013

Witajcie

Już jakiś czas temu zapragnęłam stworzyć bloga. Nie dlatego, że jest to teraz tak popularne, tylko z powodu dużo prostszego, bardziej przyziemnego. Chętnie piszę. Moja 11miesięczna córka ma nawet pamiętnik od dnia narodzin. Ale mało mi. Zajęłam się domem, na pracę nie mam na chwilę obecną możliwości. Zawsze to coś innego, coś co pozwala na to by moja artystyczna dusza.. ilekolwiek jej jest, nie ugotowała się gdzieś między schabowymi, nie zagubiła w gąszczu prania i porozrzucanych zabawek.
O czym będzie? Zobaczymy. Nie lubię planować, nie cierpię rozległych planów na przyszłość. Z pewnością znajdzie się wzmianka o mojej Małej, o dniu codziennym. Smakosze myślę, że też coś dla siebie znajdą. No i bardzo dużo różnych głupot ale to już zostawiam na zaś :)